Buduj z POMBA na Hasioku – Veni, Vidi, Vici

Nasza zeszłoroczna wizyta na Hasioku, hałdzie nieopodal Zabrza, zaowocowała piękną opalenizną, schodzącą skórą i zatartym silnikiem. Zupełnie przy okazji, wspólnie z lokalną ekipą, udało się stworzyć podwaliny pod solidnego singletracka, niemal kilometrowej długości. Dwa dni ciężkiej pracy opłaciły się – połowa trasy uzyskała swój finalny kształt, a koryto ścieżki zostało doprowadzone do podnóża hałdy.

W tym roku wróciliśmy by dokończyć co zaczęliśmy, tym razem uzbrojeni w krem z filtrem 50 i nowy silnik. Nasze weekendowe działania zostały poprzedzone solidnym odchwaszczeniem i przygotowaniem frontu robót. Tutaj pierwsze wielkie brawa dla Pawła i Bartka – spiritus movens całej akcji. Dzięki ich wysiłkom w sobotę o 9.00 dziarskim krokiem wkroczyliśmy na Hasiok uzbrojeni w McLeody, grabie, łopaty, koparkę i Hasiokową Kochankę. Szybko przybyli również ochotnicy, podzieliliśmy zadania i ruszyliśmy do pracy.

 

Na przodku koparką fedrował Bartek – samorodny talent hydraulicznej łyżki. Koryto ścieżki z każdym metrem zyskiwało właściwy kształt, a odwrócenia nachyleń poprawne odwodnienie. Pomoc koparki przy tego typu podłożu jest nieoceniona, a nazwa Hasiok idealnie oddaje jego charakter – hałda składa się głównie z ubitej ziemi oraz wszelkiej maści i rozmiaru kamieni. Ręczne przekopywanie koryta byłoby robotą żmudną i co najmniej upierdliwą.

Po gąsienicach deptała Bartkowi reszta uczestników, pracowicie dopracowując finalny kształt singletracka. Metr po metrze, z pomocą motyk, McLeodów, łopat i grabi, wyłaniała się pięknie przygotowana trasa gotowa na nadejście Hasiokowej Kochanki.

To właśnie ona z radosnym warkotem silnika wysyłała pozytywne wibracje w głąb ziemi, zagęszczając Hasiokową materię.

W rześkim tempie posuwaliśmy się na przód, a pogoda okazała nam ciut łaski sprowadzając ożywczy zefirek i kilka chmur. Do fajrantu, zakończonego grillem na szczycie Hasioka, połowa trasy była gotowa do użytku.

Następnego dnia przyjęliśmy sprawdzoną strategię koparka-ekipa-Hasiokowa Kochanka. Dystans pomiędzy grupami stopniowo się zmniejszał, a gotowa ścieżka wydłużała. Singletrack zyskał również sekcję rollerów i hopek urozmaicającą przejazd.

Robota szła jak dobrze naoliwiony zegarek, za ostatnią łyżką ruszały pierwsze motyki i McLeody, za ostatnimi grabiami ruszała Hasiokowa Kochanka. Wiedząc że mamy szanse ukończyć trasę do końca dnia zasuwaliśmy na najwyższych obrotach.

Trud się opłacił i późnym popołudniem, w niedzielę 25 czerwca, pierwszy rowerzysta przejechał ukończonego singletracka na Hasioku. Po powrocie na szczyt werdykt był jak najbardziej pozytywny. Pozostało odpalić pożegnalnego grilla i podziękować sprawcom całego zamieszania. Liczymy że Hasiok stanie się lokalnym spoiwem społeczności rowerzystów i pomoże rozwinąć kolejne zrównoważone trasy rowerowe.

Paweł – człowiek orkiestra, pogromca Hasiokowych bezdroży i organizator całego zamieszania. Ten singletrack, na pewno nie jest jego ostatnim słowem w kwestii tras na Hasioku.

Bartek – niezmordowany operator koparki, przez weekend prawie do niej przyrósł i chciał nawet w niej nocować. Razem z Pawłem przygotował solidny fundament pod sukces tej akcji.
Ekipa dnia pierwszego i drugiego – przyszli smażyć się z nami na Hasioku, zamiast iść na rower. Dzięki ich ciężkiej pracy powstał kawał fajnej trasy.

 

Poniżej kilka animacji z prac oraz galeria zdjęć z nieco innej perspektywy od Flying Foto