Złote Ścieżki – miejski park rozrywki MTB

Poprzedni nasz artykuł z serii o nowopowstających trasach w Polsce pozytywnego wydźwięku nie miał. Dlatego żeby pokazać, że się da, teraz wrzucimy przykład pozytywny. Będziemy pisać o trasach w Głuchołazach, czyli Złotych Ścieżkach.

Jest to małe założenie (zrobienie jednego podjazdu i zjazdu to jakieś 5 km) i może jeszcze nie wszyscy o nim słyszeli. Dlatego zanim przejdziemy do perspektywy projektantów tras opiszemy je z perspektywy użytkownika.

Opis założenia – gdzie stanąć, zjeść, jak się odnaleźć

Złote Ścieżki znajdują się na terenie lasu komunalnego, który graniczy bezpośrednio z zabudową miejską. Na tą chwilę nie mają strony internetowej, ale bieżące informacje można znaleźć na profilu FB tras. Początek i koniec zjazdu jest również oznaczony na mapach Google, co pomaga przyjezdnym znaleźć się w odpowiedniej części miasta. Gdy się już w niej znajdziecie, dojazd do tras jest oznaczony.

Docelowo auto będzie można zaparkować na punkcie startowym, ale jak my byliśmy, to jeszcze był w budowie. Pojechaliśmy więc kawałek dalej, stanęliśmy na parkingu przy oczyszczalni ścieków i wróciliśmy do punktu w budowie już na rowerach. Stamtąd dojazd biegnie najpierw malowniczą promenadą wzdłuż rzeki Białka, która przechodzi w Aleję Jana Pawła II-go. Tam też jest ostatnia okazja żeby zjeść coś przed (lub po) trasie w dwóch restauracjach i kawiarni. Potem już żegnamy asfalty i z cywilizacji odbijamy w las.

Wszystko jest oznaczone odpowiednimi tabliczkami, więc zgubić się raczej nie da. Jedyne co to teraz nigdzie nie widzieliśmy dedykowanej mapy tras, a oznaczenia nie są spójne – mają dwa projekty graficzne. Niby to tylko szczegół, jednak jakoś tak człowiek działa, że odruchowo szuka podobnych znaków i dopiero po chwili się orientuje, że ten inny też go dotyczy. Tak czy inaczej nawigacyjnie się to sprawdza, bardziej nam przeszkadzało, że o ile na dojeździe oznaczenia były montowane do słupów czy małej architektury, to na trasie były brutalnie przybijane do drzew.

Jak się jedzie

Podjazd biegnie po istniejących szlakach, więc nie brakuje na nim spacerowiczów. Droga jest jednak szeroka, więc przy dobrych chęciach wszyscy się bez problemu pomieszczą. Pod górę nie jedzie się jakoś długo (w końcu to raptem 280 m w pionie do zrobienia), ale miejscami jest stromo. A na górze czeka nas nagroda w postaci zjazdu zaprojektowanego i zbudowanego z myślą o rowerzystach.

Na początek organizacja ruchu – ścieżka jest jednokierunkowa i tylko dla rowerów. Tego ostatniego nie uważamy za dobry pomysł, ale o to wyjaśnialiśmy już w innym artykule (tutaj), więc się na tym nie będziemy tu skupiać. A wrażenia z jazdy? Zjazd niby tylko jeden, ale tyle na nim linii alternatywnych, że nawet przy którymś z kolei powtórzeniu możesz odkryć coś nowego. Te linie są różnego rodzaju – a to bardziej „nierówne” (jakieś poukładane kamienie czy drewniane belki), a to bardziej lotne (double, dropy), a to po prostu jakieś wyzwanie (skinny po belce, kamienne szczyciki). A poza tym na całej długości trasy cały czas coś się dzieje – co chwilę odwrócenia nachyleń, zakręty płaskie, bandy, muldy i stoliki, które można albo przejechać albo przeskoczyć. W skrócie charakter trasy można określić jako bike park flow.

Jest tu na czym się wyszaleć, ale trasa biegnie w dół dość łagodnie, więc żeby z wszystkich elementów dobrze skorzystać trzeba umieć utrzymywać prędkość. A ponieważ elementów technicznych jest na niej naprawdę dużo, nie wystarczy po prostu dokręcić, ale raczej aktywnie na rowerze pracować. Nam się podobało, natomiast fanom rozpędzanie grawitacyjnego, którzy lubią jak rower sam rwie się w dół, będzie za wolno. Jeśli to porównywać z innymi sieciami zrównoważonych tras rowerowych, to Złote Ścieżki są wolniejsze od świeradowskich singletracków czerwonych i czarnych, najbardziej przypominają te niebieskie. Choć tylko pod względem nachylenia, bo elementów technicznych jest znacznie więcej w Głuchołazach.

Najbardziej płaski (a tym samym najwolniejszy) jest ostatnie 500 m zjazdu, który się zaczyna tuż za linią stolików. Ten odcinek był zaprojektowany z myślą o najmłodszych miłośnikach MTB, więc można go robić jako osobną pętelkę (i w ogóle głównego podjazdu nie oglądać). Z kolei jak ktoś chce jechać kolejną pętlę, a nie zależy mu na zahaczeniu o miasto, może skrócić trasę o ten ostatni odcinek i już tam zacząć podjazd. W ten sposób zaoszczędzi się trochę metrów w pionie i ominie odcinek promenadą przy rzece, który potrafi być w ładną pogodę zatłoczony.

 

Początek trasy też ma alternatywną linię – jest to naturalna, nieutwardzona ścieżka, która wpada po chwili na główną linię. Linia naturalna ma niby kontynuację, ale nie jest to oznaczona część ścieżek. Dodatkowo biegnie stromiej w dół, więc jedzie się nią krócej niż singlem. Choć na pewno jest to dopełnienie trasy o bardziej naturalny akcent. My mamy takich dużo nad domem lepszych, więc nas nie zachwycił, ale jest to jakaś ich namiastka i to prawie w mieście.

Dla kogo

Podsumowując perspektywę użytkownika, ze względu na położenie oraz charakter tras Złote Ścieżki to w sumie taki bike park w parku miejskim, tyle że bez wyciągu. Ale na pewno miejsce zaprojektowane dla rozrywki rowerzystów górskich. Trasy są stosunkowo wolne, ale jak aktywnie nad zyskaniem prędkości popracujesz, to gęba na dole będzie ci się cieszyć. Dodatkowo mimo że to jeden zjazd, to dzięki alternatywnym liniom nie nudzi się nawet przy wielokrotnym powtarzaniu.

Całość polecamy rowerzystom, którzy postawy już znają (pompowanie, bandy), średnio zaawansowanym i zaawansowanym. Końcowa pętelka jest dobra dla najmłodszych ze względu na długość i możliwość ogarnięcia całości jednym rzukiem oka rodzica.

Ogólnie planując wyjazd trzeba mieć na uwadze, że mimo wszystko jest to raptem 3 km zjazdu. Można to wyjeździć solidnie w pół dnia, a potem dodać coś w okolicy. Albo, jak ktoś lubi jeździć po trasach budowanych, zajechać tu przy okazji wyjazdu na Rychleby.

Strona techniczna

Ze strony projektantów tras kilka rzeczy nam się podobało, kilka nie do końca i z chęcią zobaczymy jak się będą sprawdzały. Zaczniemy od tych pierwszych, a drugie pozostawimy ocenie użytkownikom.

Wzorowo są zrobione linie alternatywne – jest ich dużo, każda ma inny charakter, są dobrze wplecione w linię główną. Jest to bardzo dobry przykład jak zrobić trasę, na której świetnie się będą bawić rowerzyści o różnych preferencjach i innym poziomie umiejętności. Idealne rozwiązanie na park miejski czy las bezpośrednio przy mieście – gdzie użytkowników jest dużo, na innych rzeczach im zależy, a teren do dyspozycji jest zazwyczaj ograniczony.

Miło było w końcu w jakiejś inwestycji zobaczyć bandy w sensownym kształcie i na trasie a nie obok (jak w niektórych nowych inwestycjach). No i faktycznie wykonane odwrócenia nachyleń – można na własne oczy się przekonać, że działają. Na calej trasie znaleźliśmy dosłownie jedną kałużę, mimo że trasa przebiega miejscami przez teren podmokły.

Na całym przebiegu widać też, że ekipa Super Trail Brothers testowała różne rozwiązania, uczyła się w miarę rozwoju projektu i przekonywała inwestora do materiałów użytych do budowy. Tu nie chcemy nikogo zanudzić, więc przejdziemy do gwoździa programu według nas, a mianowicie nawierzchni. Na Złotych Ścieżkach można zrobić analizę porównawczą nawierzchni rodzimej z nawierzchnią z kruszywa. Efekty ani nas ani STB jakoś nie zaskakują – rodzima jest zdecydowanie lepsza. Lepiej się po niej jedzie, lepiej wygląda, mniej wpływa na lokalny ekosystem. No i jest mniej roboty i transportu materiałów przy budowie. Może ten przykład w końcu budowlańców i inwestorów przekona.

Z rzeczy, które można by było zrobić lepiej, to przebieg – można by było go bardziej urozmaić. W tej chwili trasa jest dosyć piętrowa – co chwilę zakręca o 180 stopni. Cały czas widzimy więc niższe piętro ścieżki, co podkreśla parkowy charakter całego założenia. Być może obszar do dyspozycji był ograniczony. Tak czy inaczej STB i tak poradziła sobie z tym bardzo dobrze – każda nawrotka ma nieco inny charakter, przez co aż tak ich ilość nie przeszkadza, zwłaszcza w połączeniu z małą długością trasy.

Co do nachylenia całości jesteśmy ciekawi opinii użytkowników o różnych stopniach umiejętności – jest Wam za wolno czy w sam raz? Bardzo nas zwłaszcza interesuje opinia najmłodszych o ich odcinku, bo z doświadczenia wiemy że za płasko dla dzieci też nie jest fajne – wszystkie muldy i garby ich prawie zatrzymują. Czy te na Złotych Ścieżkach też czy jest w sam raz?

Historia – jak to się wszystko udało tu zrobić?

Niektórych na pewno ciekawi jak doszło do realizacji tej inwestycji. W skrócie jest to idealny przykład inicjatywy oddolnej. Pomysł na trasy MTB w Głuchołazach powstał przy okazji zawodów Skoda Auto Grand Prix MTB Czesława Langa, organizowanych tu kilkakrotnie. Jednak kończyło się tylko na ideach. Pierwsze rzeczywiste kroki zostały podjęte w 2016 roku przez miejscowego aktywistę rowerowego – Grzegorza Ptaka. Po złożeniu jego propozycji do miasta burmistrz przyznał 30 tys. na pierwszy fragment trasy. Z techniczną pomocą i doświadczeniem w budowaniu zrównoważonych tras rowerowych przyszła (dzięki informacjom na FB) ekipa Super Trials Brothers. I tak to wszystko się zaczęło – od pierwszego kilometra trasy.

Potem już było tylko łatwiej – zrealizowany odcinek się wszystkim spodobał i władze dołożyły pieniądze na kolejne dwa kilometry.

Trasy zostały nazwane przez Grzegorza Ptaka „Złote Ścieżki”, ponieważ teren na którym się znajdują służył w średniowieczu poszukiwaczom złota (płukano tam urobek). Do dziś można zobaczyć pozostałości wyrobisk górniczych – w lesie liczne pagórki poprzecinane wąwozami i jarami, wzdłuż rzeki Białki sztolnie i odsłonięcia skalne.

Trasy znajdują się na terenie lasu komunalnego i ich właścicielem jest Gmina Głuchołazy. Z kolei opiekunem tras jest Głucholaski Ludowy Klub Kolarski Victoria, który dba o trasy i utrzymuje je przez cały rok. W imieniu wszystkich użytkowników dziękujemy więc Grzegorzowi Ptakowi za pomysł i wytrwałość, Przemkowi Zborowskiemu z urzędu miasta i zawodnikom Victorii za ciężką pracę. Bez was nie mielibyśmy gdzie pojeździć.

Planów rozbudowy sieci na tą chwilę nie ma, ale potencjał i miejsce są. Jeśli więc znacie te trasy i je lubicie, mówcie o tym, piszcie, a może miastu uda się znaleźć środki na rozbudowę.

Podsumowanie

Ogólnie mimo małej wielkości Złote Ścieżki warto odwiedzić, bo są kopalnią cennych informacji. Rowerzyści powinni tu przyjechać, żeby zobaczyć jak się jedzie; budowniczowie tras żeby zobaczyć przykład miejskiego placu zabaw MTB, mistrzowsko wplecione linie alternatywne i jak dobra jest nawierzchnia rodzima; a rowerowi aktywiści, żeby pogadać z tymi, którym się udało wyprosić trasy w ich mieście, może znajdą tu inspirację.